|
|
o róży, maku, tulipanie i stokrotce, i mieszkaniu, które doprowadziły do psychicznej ruiny...
Spotkały się cztery kobiety, by ze sobą zamieszkać. Dzielić życie. Szarą codzienność. Przetrwać to, co przyniesie los. By po tym czasie mówić, że był najpiękniejszy. I nigdy nie chcą już nic takiego przeżyć z nikim innym.
Blog > Komentarze do wpisu
Marcin, jak obiecał poprzedniego wieczora, spakowła torbę i oznajmił, że nie wraca na noc. I na weekend. - Jadę na obóz. To ostatni test przed egzaminem na trenera survivalu. Trzymaj kciuki. - Będę. I smacznych dżdżownic życzę - Ty zapewne będziesz co innego zajadał- złośliwie uśmiechnął się i klepnął brata. - Enjoy. Należy Ci się. Długo czekałeś. - No... - Tylko nie przeginaj z romantyzmem. Anka chyba za nim nie przepada. - Zdecydowanie- zaśmiał się Maciek. Bracia pożegnali się godzinę temu. Maciej był już gotowy na przyjście Anki. Nie potrafił przestać myśleć o tym, że dziś skonsumują swój związek. Nie wiedział, jak się do tego zabrać. Nie chciał jej skrzywdzić. Nie wiedział dokładnie, co stało się z tym idiotą z parapetówki. Nie chciał zrobić czegoś niewłaściwego. Na prawdę miał ochotę na seks z Anką. Spóźnia się- pomyślał. Typowe dla niej. Uśmiechnął się do siebie. Sprawdził jeszcze raz, czy Marcin nie zostawił w kanapie ani pod nią żadnych skarpetek czy bokserek. Nagle dostał sms-a. Anka pisała: "To był zajebiście ciężki dzień. Mam nadzieję, że sprawisz, że o nim zapomnę. Spóźnię się godzinę. Ale wynagrodzę Ci to." Uśmiechnął się do siebie i odpisał dopytując gdzie jest i jak ma zamiar go przeprosić. Napisała, że uciekł jej tramwaj. Następny ma za pół godziny. Przez remont spod jej pracy jeździła w ich stronę tylko jedna linia. Oraz parę pomysłów z językiem w roli głównej. Maciek zaczynał czuć niepokój i podniecenie. A jednocześnie desperację. Chciał jej. Pragnął być z nią. Kochał ją od tak dawna. Czekał na jej sygnał przez 3 lata. A ona zawsze kiedy wyznawała mu uczucia, dodawała te obrzydliwe słowo "przyjaciel". Postanowił kontynuować wymianę smsowych pomysłów na wieczór. I dłużej to trwało, tym gorętsze i bardziej pomysłowe były ich treści. Wiedział, że Anka miała wcześniej partnerów. Nie wiedział jednak, jak wielu. I czy zaliczyli coś więcej, poza drugą bazą. Co, jeśli byli lepsi od niego. Anka przysłała kolejną wiadomość- moje piersi nie mogą doczekać się Twoich ust. Nakręcał się co raz bardziej. Siedem minut temu wsiadła do tramwaju. Przewietrzył po raz kolejny mieszkanie. Otworzył wino. Kolacja czekała w piekarniku. Doprawiał sałatkę, kiedy rozbrzmiał dzwonek. - Jesteś- wyszeptał. Wyciągnął rękę. Anka chwyciła ją i weszła do mieszkania. Torebkę i kurtkę rzuciła na szafkę na buty. Okulary zdjęła wcześniej, w windzie. Buty też już leżały w bliżej nieokreślonej części przedpokoju. Kochankowie przylgnęli do siebie. - Spóźniłaś się ponad godzinę- wyszeptał Maciej, kiedy Anka całowała jego szyję. - Wiem, czas bym Ci to wynagrodziła. - Ugotowałem kolację- powiedział biorąc ją za rękę i prowadząc do salonu. - Nie jestem głodna- odpowiedziała.- Kochaj się ze mną-wyszeptała, patrząc mu prosto w oczy. Odwróciła się do niego tyłem, by mógł całować ją w szyję. Jednocześnie dłońmi dotykał jej piersi. Odwrócił ją w swoją stronę. Nie miała już na sobie bluzki. A jego koszulka właśnie lądowała na podłodze. Zapomnieli o kolacji, o winie. O całym świecie. Liczyli się tylko oni, ich przyspieszone oddechy, błądzące dłonie i westchnienia. Nigdy pewnie nie podejrzewali, że dywan w salonie chłopaków jest taki wygodny ;-)
niedziela, 31 października 2010, ginny84
|