o róży, maku, tulipanie i stokrotce, i mieszkaniu, które doprowadziły do psychicznej ruiny... Spotkały się cztery kobiety, by ze sobą zamieszkać. Dzielić życie. Szarą codzienność. Przetrwać to, co przyniesie los. By po tym czasie mówić, że był najpiękniejszy. I nigdy nie chcą już nic takiego przeżyć z nikim innym.
Blog > Komentarze do wpisu

Świt czasem przychodzi zbyt wcześnie. W pokoju wciąż unosi się zapach namiętności, od ścian odbijają się echem spełnione westchnienia, słychać przyspieszone bicia serc. Mimo, że kochankowie leżą już spokojnie, pogrążeni w głębokim śnie.
Kiedy kilka godzin później Anka otworzyła oczy, potrzebowała chwili na rozeznanie w sytuacji. Ok, pomyślała, jestem w mieszkaniu emememsów. A ten nagi gostek, któego ramiona mnie otulają, to mój facet. To mój Maciek. Mój. Boże, jak to dziwnie brzmi. Nie sądziła, że będą kiedyś parą. Maciej nigdy nie był jej faworytem. To Marcin, typ łobuza, niepokornego ale z dobrym sercem. Spodobał jej się od pierwszych zajęć na uczelni. Ale gdy poznali się bliżej, wiedziała że nie ma między nimi chemii. Jednak z przyjemnością spędzali razem czas między zajęciami, tak też poznała jego bliźniaka. Od razu złapali kontakt.
Potem na wyjeździe integracyjnym spotkała Asię. Zgadały się na temat zespołu The Cranberries. Obie lubiły ten zespół, a na drogę zapakowały discmany z ich płytami. Tak się złozyło, że mogły się nimi wymieniać, bo nie zabrały takich samych. Potem zaprosiła ją na urodzinową imprezę. Zapowiedziała, że przyjdzie ze swoją drugą połową. Myślała, że chodzi o chłopaka. I tak poznała drugie bliźniacze rodzeństwo. Z Asią przyszedł Paweł. Który znał z uczelni Macieja. I było spotkanie na szczycie. Na urodzinach były również Kasia i Marysia, z którymi mieszkała w jednym segmencie akademika. A, była też Magda, która olała je dla faceta i nie zamieszkała w mieszkaniu. I tak zaczęła się ich banda. Bliźniacy wyszli ostatni, pomagali sprzątać. Ciągnęło ją do Maćka. Ale nie potrafiła wytłumaczyć, na czym to przyciąganie polega. Pochlebiały jej komplementy, których jej nie szczędził. Lubiła, gdy przepuszczał ją w drzwiach, czy podawał kurtkę, podsuwał krzesło. Jednak nigdy nie wyszli nigdzie sami. Dziewczyny czasem jej dokuczały na temat Maćka. Ale nigdy nie brała tego do siebie. Była zajęta. Dosłownie i w przenośni. Najpierw umawiała się z muzykiem rockowym, którego zostawiła po tym, jak okazało się, że rockowy styl życia wyklucza monogamię. Potem był zastój, ciężki czas na studiach i szukanie pracy. I tak napatoczył się Marek. Mimowolnie wzdrygnęła się na samą myśl o nim. Byli bardzo szczęśliwi na początku. Kiedy pierwszy raz ją szarpnął, była w szoku. Początkowo chciała z nim od razu zerwać. Zawsze gardziłą kobietami, które dają się tak traktować. Ale on przyszedł z przeprosinami, kwiatami i biletami do kina. Potem nic takiego więcej się nie zdażyło. Aż do walentynek. Nie spali wcześniej ze sobą. Anka nie ufała mu. Nie rozumiała tego do końca, bo przecież nie była już dziewicą. Rozmawiała o tym z Marcinem. Powiedział, żeby poczekała, aż będzie pewna. Więc czekała. Ale nic się nie zmieniało. Ale wtedy, w ten piątek, on bardzo się napalił. Byli sami, Marysia pojechała na osiemnastkę siostry do domu. Pokłócili się bardzo o to, że nie będzie seksu. On wyszedł. Ona została z niedojedzoną kolacją i łzami. Wrócił po jakimś czasie. Pijany. Nie pytał o nic. Cisnął nią na łóżko. I wziął, co podobno mu się należało. "Wiedziałem, że ulegniesz. I nie narzekaj, wiem że było Ci dobrze". Tylko tyle jej powiedział. Obiecała sobie, że zerwie z nim następnego dnia. Ale nic takiego nie nastąpiło. Nie miała szansy. Marek nigdy więcej się nie pojawił. Zmienił numer telefonu, nie odpisywal na maile. Z pracy zwolnił się miesiąc wcześniej, więc i tam już go nie widziała. Zwolniła się jednak. Nie zniosła lawiny pytań o takiego idealnego chłopaka. Czuła wstręt do miejsca, w którym go poznała. Ciągle się bała, że ktoś się dowie. Dziewczynom powiedziała, że zerwali, bo on zaczął pracę w innym mieście. Zabroniła komukolwiek o niego pytać. Jakiś czas później, pijana z żalu wyznała wszystko Marysi. Współlokatorka chciała, by poszła na policję. Ale Anka nie chciała przeżywać tego ponownie. Chciała zapomnieć. Poszła do profesor od psychologii. Poprosiła o wsparcie. Z jej pomocą udało się Ance zamknąć ten rodział. Ale kiedy zobaczyła go na parapetówce.. To było dużo. Dużo za dużo. Żałowała, że nie zabiła go rzucają nim na schody. Teraz nie czuła już nienawiści. Wiedziała, że nic jej to nie da. Sąd też nic nie zrobi. Nie miała obdukcji. Wszystko stało się prawie dwa lata temu. Wkrótce po imprezie dowiedziała się, że może być chora. Skupiła się na utrzymaniu tego w tajemnicy. A potem zmuszeniu Kaśki do spisku. Brała leki, marzyła o dniu kontrolnych badań. Marzyła o tym, że lekarka powie jej, że jest zdrowa. Że guz się wchłonął, tak jak prognozowała.
- Nie spisz już- głos Maćka wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie...- pocałowała go w czoło.- Maciek....- zaczęła.
- Tak...
- Muszę Ci coś powiedzieć...Chodzi o Marka, tego z parapetówki.
I popłynęły długo skrywane słowa. Potem długo tłumione łzy. Na twarzy chłopaka rosło zdumienie. Potem pojawiła się złość i nienawiść. Kiedy dziewczyna umilkła, wziął ją w objęcia. I tulił, dopóki się nie uspokoiła.
- Tak mi przykro, że nie byłem wtedy przy Tobie.
- Nic byś nie zmienił.
- Nie lubiłem go nigdy. Nie ufałem mu, jeszcze zanim zaczęliście na poważnie być parą.
- Nie powstrzymałbyś go. Z resztą. Twój brat nie wie, Asia też. Nikt, poza Marysią. Tobie też bym nie powiedziała.
- Ale teraz już wiem. Gość musi za to zapłacić.
- Nie!- krzyknęła Ania.
- Nie? Nie rozumiem?
- Maciej, nie każ mi przechodzić przez to piekło! Błagam Cię... Powiedziałam Ci to, bo nie chciałam sekretów między nami. Ale nie chcę żadnego sądu.
- Nie tylko sąd umie wymierzać sprawiedliwość.
- Maciej!- krzyknęła.- Nie mieszaj w to nikogo. A już tym bardziej kumpli Marcina! Zapomnij, że Ci to powiedziałam.
- Zapomnieć?? Że ten sukinsyn Cię zgwałcił?
-Żałuję, że Ci powiedziałam- powiedziała. Maciek wziął głęboki oddech.
- Przepraszam. To Twój dramat. A ja zamiast na Tobie, skupiam się na nim- przytulił Ankę.- Chodź, zrobimy śniadanie. A co do niego, to za jakiś czas wrócimy do tego. Może zmienisz zdanie.
- Nie zmienię. I poproszę kawę z mlekiem.
- Już się robi. Ale wiesz, musisz się najpierw ubrać. Bo prędzej puszczę dom z dymem, niż ugotuję wodę na kawę- zaśmiał się.- No może być moja koszulka. Nie wiedziałem swoją drogą, że jest taka długa.
Dziewczyna obdarzyła go ciepłym spojrzeniem. I pokazała język.Roześmiali się oboje. Ale gdy Anka poszła pod prysznic, zadzwonił do brata.
- Wiem o co chodziło z tym gościem z parapetówy. Pogadamy, jak wrócisz. Nie oddzwaniaj. Pa- nagrał mu się na sekretarce.- Kocham Cię, ale to nie może tak zostać. Nie chcesz sądu, ok. Ale on za to musi zapłacić- pomyślał. Po czym zalał kawę i wziął się za jajecznicę i tosty.

poniedziałek, 01 listopada 2010, ginny84