o róży, maku, tulipanie i stokrotce, i mieszkaniu, które doprowadziły do psychicznej ruiny... Spotkały się cztery kobiety, by ze sobą zamieszkać. Dzielić życie. Szarą codzienność. Przetrwać to, co przyniesie los. By po tym czasie mówić, że był najpiękniejszy. I nigdy nie chcą już nic takiego przeżyć z nikim innym.
RSS
wtorek, 01 listopada 2011

Droga uciekała spod kół. Korowód trzech samochodów, srebrnego, czarnego i śliwkowego- wesoło mknął po szosie. Banda przyjaciół zmierzała ku relaksowi i porządnej dawce szaleństwa. Anka i Kaśka odbierały telefony i smsy od znajomych, którzy mieli dołączyć do nich jutro, by wspólnie świętować ich urodziny. Dzisiejszy dzień chcieli spędzić w swoim gronie. Asia oznajmiła wszystkim, że we wrześniu wyjeżdża na pół roku do Niemiec, by tam zgłębiać tajniki bankowości. Wszyscy cieszyli się razem z nią, ale każdy w sercu odczuwał coś na kształt strachu. Jej nieobecność miała wpłynąć na każdego z nich. Najbardziej na Pawła, jej brata bliźniaka. No i na Anię, z którą nazywały się siostrami z wyboru. Tylko Asia i Maciej wiedzieli, że u Ani podejrzewają nowotwór. Ona pomogła zakochanym wymyślić wspólny wypad na Boże Ciało, by chłopak mógł wspierać Anię podczas szczegółowych badań. Na razie nie wiedzieli nic, poza tym że jej wyniki badań krwi były przerażające dla lekarzy. Dostała jakieś tabletki, po których notorycznie miała krwotoki z nosa. Asia, jako osoba wybitnie dociekliwa wyczytała w internecie masę historii, które dobrze się kończyły. Na chorych przeprowadzano badania, wychodziły kiepskie, ale leczenie farmakologiczne przynosiło efekty szybkie i w miarę trwałe. Choć tabletki musiały być przyjmowane do końca życia. Była przerażona, bała się o życie przyjaciółki. To był jeden z powodów, dla których bała się wyjechać. Bała się, że w przypadku ostatecznym, będzie żałowała niespędzonych razem chwil. Wiedziała, że Ania jest silna. Życie nie raz dało jej po tyłku, a ona zawsze wstawała, otrzepywała ręce i dalej parła do przodu. Wiedziała, że ma siłę do walki. No i miała Maćka. Wspierał ją, nie uciekł, kiedy wyznała mu przyczyny tych nagłych osłabnięć i ilość łykanych pigułek. Wyjazd do prywatnej kliniki był niejako jego pomysłem. Anka wymawiała się brakiem funduszy, ale chłopak tak się uparł, że ostatecznie pozwoliła mu zapłacić za te badania. Pieniądze pochodziły z dosyć udanej transakcji giełdowej, do czego chłopak miał nosa. 
- Śpisz?- z zamyślenia wyrwał ją głos brata.
- Nie- odpowiedziała nieco nieprzytomna.- Zastanawiam się, jak Anka i Maciek będą się bawić we dwoje na Słowacji.
- Może się do nich dołączymy, co?
- Nie braciszku, myślę że tą podróż powinni odbyć sami- uśmiechnęła się do siebie smutno.
- No, w razie czego będziemy się szykować do chrzcin- zaśmiał się głośno.
- Spokojna Twoja rozczochrana- zawołała siedząca z tyłu Marysia. - Zabezpieczają się. Anka nie jest głupia, wie że ciąża rozłożyła by jej plany na łopatki.
- No niby tak, ale wiesz. Maciek strzela, ale nie Anka kule nosi- Paweł już niemal wył ze śmiechu.
- Dupek- podsumowała go siostra. - Sam byś sobie poszukał dziewczyny, a nie jarasz się cudzym seksem.
- Na brak seksu nie narzekam- odciął się Paweł.
- Byle jaki szybki numerek w aucie to nie seks.
- Może i szybki, może i w aucie, ale nie byle jaki Siorka. Znam swoją wartość hehe.
- Skup się na drodze, co? Daleko jeszcze?
- Dwadzieścia kilosów. Dlaczego Marcin mi miga światłami?
- Nie wiem, zaraz zadzwonię do Agaty. Wybrała numer koleżanki. Po chwili już dawała znać Ani, że trzeba zjechać na stację. Marcin musiał zatankować. Przymusową przerwę wykorzystali na uzupełnienie kofeiny w organizmie.
- Za pół godziny będziemy na miejscu- powiedział Maciej przez telefon. Dzwonił do właściciela ośrodka wypoczynkowego, w którym mieli rezerwację. - Świetnie, dziękuję i do zobaczenia. 
- Wszystko gra?- zapytała Ania, przytulając się do ukochanego.
- Tak, domek wysprzątany, pole obok również.
- Domek? Jeden- zapytała Kaśka.
- Tak, powiedział że dadzą nam jakiś jeden, duży. Dwupiętrowy z 8 pokojami i 3 łazienkami. 
- No to gitara. Ruszamy?
- Ruszamy. 
Osiem kubków po kawie wylądowało w kuble na śmieci. Ryknęły trzy silniki i po chwili nawet kurz nie pamiętał, że się wzbił w powietrze. Słońce świeciło, obsługa stacji wróciła do leniwej gatki o niczym. Nie spodziewali się szybko kolejnych klientów. Dochodziła dopiero jedenasta. Ludzie ruszali się z domów, natłok gości będzie za 2 godziny. 
I tak droga znów zaczęła uciekać spod kół. Tylko, że tym razem Anka nerwowo szukała czegoś do zatamowania kolejnego krwawienia z nosa. Maciej patrzył na nią pełnym strachu i miłości spojrzeniem. Tak bardzo bał się ja stracić. 
 

14:42, ginny84
Link Dodaj komentarz »

Pod blokiem zaparkowały cicho dwa samochody. Wysiadło z nich dwóch łudząco do siebie podobnych chłopaków. Zapikały alarmy, zamrugały światła. Na osiedlu panowało ospałe poruszenie. Starsi mieszkańcy wynosili śmieci, w drodze do pobliskiego warzywniaka. Zbliżał się wolny dzień, trzeba przecież uzupełnić zapasy na wypadek klęski żywiołowej. Marcin wyciągnął papierosa, kiedy zadzwoniła jego komórka. Nie odebrał. Maciek spojrzał w stronę brata. Ten kiwnął mu głową, więc podszedł pod drzwi do klatki i sprawnie wpisał kod do domofonu. Na ostatnim piętrze skrzypnęły drzwi balkonowe. W mieszkaniu dało się słyszeć damski głos, oznajmiający, że już są. 
Marcin spojrzał za odchodzącym bratem. Wszystko szło mu jak po maśle. Po miesiącach rozkmin, związał się wreszcie z Anką. Więc seks i opierunek miał gwarantowany. A on po raz kolejny odrzucał rozmowy od ubiegłonocnych znajomych. Ignorował smsy i czuł się jak ostatni dziad. Chciał seksu, mówił to wprost. Nikomu się do łóżka nie pakował na siłę. Zawsze same go zapraszały. Więc o co chodzi??? Po co te smętne smsy i niekończące się telefony. Jak na zawołanie, komórka znów się rozdzwoniła. Zaklął cicho pod nosem, rzucił niedopałek i przydeptał sprawnie. Podszedł do klatki i powtórzywszy czynności brata, dostał się do mieszkania na czwartym piętrze. Już pod drzwiami słyszał śmiechy. Poczuł zalewającą go falę ciepła. Nacisnął klamkę i wszedł. Ktoś podał mu do ręki kubek kawy. Bez mleka i z cukrem. Taką jaką lubił. Nie była w stanie tego zapamiętać nawet jego matka. A Anka, Kaśka, Marysia i Agata wiedziały, co lubi. 
- Śniadanie chcesz?
- A co masz, kochana bratowo?- spytał odbierając powitalnego całusa od Anki.
- Kanapki, względnie parówki. Ale jajecznicę też Ci sklecę- powiedziała puszczając do niego oczko.
- To skleć, proszę.
- Torby są spakowane, stoją w małym pokoju, po śniadaniu wystarczy spakować zawartość lodówki i możemy jechać- opisała sytuację Kaśka.
- Ja jeszcze muszę zejść do piwnicy, tam są namioty i grille, które kupiliśmy tydzień temu- zapowiedział Maciek. - Ale to już przed samym odjazdem. Mogę dostać jeszcze kawy? Gdzie są bliźniacy?
- Właśnie parkują- zawołała z balkonu Marysia. - Brakuje tylko Agaty.
- A ta gdzie znów- zapytał Maciek. Marcin uważnie nadstawił uszu. Serce mocniej mu zabiło, a w głowie pojawiła się myśl "Ma kogoś". 
- Pracowała na noc. Pilnowała dziecka koleżance Anki. Tylko Maciej zauważył ulgę, która pojawiła się na twarzy jego brata. Miał ochotę walnąć go w ten niewyspany ryj. Wiedział o jego fascynacji Agatą. Namawiał go nieraz do odkrycia kart. Ale Marcin zbyt był przywiązany do swego stylu życia, którego dziewczyna nie akceptowała. I wcale tego nie ukrywała.  Była mu wdzięczna za pomoc podczas tej hecy ze zdjęciami. Ale stosowane przez niego metody ją przerażały.
- My też chcemy kawy- zawołali nowo przybyli.  
- Już nastawiam ekspres- odpowiedziała im Anka. - Maryś, za ile będzie Aga?
- Napisała, że już jedzie. Więc pewnie za kwadrans najdalej.
- Asiu, masz węgiel i rozpałkę?
- W ilości iście hurtowej- zawołał jej brat bliźniak, Paweł.
- W końcu jedziemy niemal na tydzień, nie chcę potem latać po wiejskich sklepikach i szukać czegoś na gwałt- w odpowiedzi usłyszała gromki śmiech.
- A kogo z okolicznych właścicieli sklepów chcesz gwałcić- zapytał Marcin.
- Dupki- opowiedziała im Asia i sięgnęła po cukier. - Ania, masz chwilę? Chodź na balkon.
Dziewczyny zostawiły za sobą rozbawione towarzystwo i ruszyły w stronę balkonu przylegającego do małego pokoju.
- O co chodzi?- zapytała Ania, kiedy przymknęły za sobą drzwi balkonowe.
- Dostałam odpowiedź w sprawie wymiany. Zaproponowali mi północne Niemcy. Kiel dokładnie. Miałabym wyjechać w połowie września.
- Rozumiem. Zastanawiasz się?
- Nie wiem, czy mogę zostawić Pawła. Czy ta chora sytuacja w domu nie będzie ponad jego siły.
- Wiesz, że nie zostanie tu sam. Ma nas, Marcin nie pozwoli mu przekroczyć granic.  
- Bardziej boję się, że mu pomoże.
- Nie, no coś Ty. W tym przypadku jestem w stanie za nich poręczyć. 
- Obyś się nie myliła- odpowiedziała jej i smutno na nią spojrzała. - Jak ja będę za Tobą tęsknić- powiedziała obejmując przyjaciółkę.
- Ja też, ale nie ma co teraz o tym myśleć. Teraz czeka nas szalony długi weekend. Trzeba się na tym skupić.
- Coś czuję, że będzie ostro.
- No mam taką nadzieję- zaśmiała się Ania.- Chodźmy pogonić towarzystwo. Dochodzi dziewiąta, czas się zbierać.
Dziewczyny wróciły do przyjaciół. Chłopaki kończyli śniadanie, Maciek zaczął już znosić graty na dół. Agata, która wróciła w międzyczasie, zmywała naczynia. Marcin i Paweł poszli do piwnicy po potrzebny ekwipunek. W ciągu pół godziny mieszkanie opustoszało. Zamknięto w nim okna, odłączono dopływ gazu i wody. I tylko leniwe brzęczenie muchy czasem przerywało głuchą ciszę.  

14:12, ginny84
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 sierpnia 2011

Impreza urodzinowa była już zaplanowana w najmniejszych nawet detalach. Kaśka i Anka po wielu burzliwych dyskusjach, ustaliły listę gości. Była dość imponująca. Ale stwierdziły, że nie ma co się szczypać. Długi weekend i urodziny należy uczcić porządnie, albo wcale.
- Potwierdziłaś rezerwacje w ośrodku?- zapytała Kaśka dwa dni przed podróżą.
- Tak, Maciek dzwonił tam wczoraj. Ja na wszelki wypadek dziś. Mają nas wpisanych, dwa dziesięcioosobowe domki będą czekały na nas.
- A co z namiotami?
- Będzie można je rozstawić na trawnikach obok domków. Dali nam dwa położone lekko na uboczu, żebyśmy się nie musiały liczyć z innymi ludkami. Wiesz, może być tam ktoś z dziećmi, czy psami.
- Nie, no ekstra.
- Stresujesz się tą imprezą, czy tym co Cię czeka po powrocie?- Anka jak zwykle nie bawiła się w delikatność.
- Mówisz o obronie? Olewam to na chwilę obecną. Z góry prostym sikiem. I tyle. Co miałam zrobić, zrobiłam najlepiej jak umiałam. Reszta należy do promotorki. Mam nadzieję, że nie nawali.
- Czemu miałaby nawalić?
- Słyszałam historię, jak rok temu zmieniła jednej dziewczynie termin egzaminu i zapomniała ją o tym poinformować.
- Żartujesz??
- Nie.... Laska się dobijała do niej wszelkimi możliwymi sposobami. A ta wieczorem przed dniem obrony napisała jej, że czekali na nią tydzień temu. Dasz wiarę??
- No proszę Cię!!!! Co za babsztyl!!! Mam nadzieję, że dziewczyna się obroniła....
- Obroniła, ale zrobiła niezłą burdę w dziekanacie. Poszła do prodziekana nawet. Ten na szczęście ją kojarzył z zajęć, więc się za nią wstawił. Słuchaj, dopisali ją do listy broniących się dzień później, niż miała zaplanowane. Na jej szczęście moja promotorka siedziała wtedy w komisji.
- No to ja mam nadzieję, że Twoja obrona pójdzie mniej stresująco...
- Ja też... Ja też... Chcesz kawy?
- Zawsze- z uśmiechem odpowiedziała Anka. - Maciek się spóźnia... Umówiliśmy się na zakupy przedimprezowe. Miał być pół godziny temu...
- Może stoi w korku?
- Wkurza mnie niemiłosiernie takie jego zachowanie, mógłby chociaż dać znać smsem.
- Panikujesz jak zwykle. Może nie ma jak Cię powiadomić.- W tym momencie usłyszały odgłos domofonu. Ktoś na dole wpisywał kod. - Wstaw proszę więcej tej wody na kawę. Jak znam życie, obojętnie kto idzie, na pewno do nas dołączy.
Po krótkiej chwili w kuchni siedziało pięć osób. Z Maćkiem przyszła Marysia. Okazało się, że spotkali się pod jej uczelnią. Maciek miał niedaleko rozmowę w sprawie stażu. I przyjechali razem.
- Tak, były korki. Niesamowite. Tramwaj zderzył się z ciężarówką.
- Cholera, Maciek. Czy nie mogleś dać znać, że się spóźnisz?
- Aniu, czemu znów panikujesz?
- Czemu? Bo nie ma dżemu! I bo wiem, jak potrafisz jeździć.
- Jak?
- Jak Knight Rider- odparła z poważną miną Ania. W tym momencie wszyscy zebrani ryknęli śmiechem.
- Macie coś na obiad- chłopak z nadzieją w głosie popatrzył po zebranych.
- Ja mam gołąbki. Trzeba obrać ziemniaki i zrobić sos. To wystarczy dla wszystkich.
- No to Maciusiu, skarbie. Łap się za ziemniaki. Ja zrobię sos- rozdała polecenia Anka.
- A ja spadam- wymigała się Kaśka. - Poczytam trochę do obrony. Zawołajcie, jak będzie gotowe.
- O! Patrzcie ją! Cwaniara- zawołała za nią Marysia. - Będziesz zmywać!
- Może będę, może nie będę- Kaśka pokazała przyjaciółce język i zniknęła w swoim pokoju.
- Wkurwiać mnie to zaczyna- wyszeptała Anka, kiedy za Kasią zamknęły się drzwi. - Ciągle stoją te jej brudne kubki po kawie, zmywa naczynia i zostawia w zlewie noże... Cholera! Też bym chciała przyjść na gotowe. A nie w pracy sprzątać, zmywać. W domu to samo. Ehhhh...- trzasnęła garnkiem o stół i zaczęła wyciągać składniki potrzebne do przygotowania sosu. Maciek i Maria spojrzeli po sobie. Oboje czuli, że zadyma wisi w powietrzu. Mieli tylko nadzieję, że nie rozpęta się podczas weekendowego wyjazdu.

21:19, ginny84
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 stycznia 2011

Marysia pilnie potrzebowała książki. Takiej zwykłej. Do czytania dla przyjemności. Zwiedziła parę księgarń, ale nic nie wpadło jej w ręce.
Wysiadła właśnie ze 184, kiedy jej wzrok padł na nowy szyld. W ich bloku otworzono księgarnię. Nie mogła przegapić takiej okazji. Weszła bez zastanowienia.
Budynek pachniał farbą. I tym specyficznym aromatem druku. Z przyjemnością zabłądziłaby w takim miejscu. Dziś jednak chciała kupić książkę, dziś albo nigdy. Bo po długim weekendzie nie będzie już czas na czytanie dla przyjemności. Po chwili spaceru między półkami, wylądowała w dziale z kryminałami. " Mają nowego Browna"- pomyślała. Zaczęła czytać opis z tylniej okładki, gdy poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Rozejrzała się dokoła, ale w zasięgu jej oczy nie było nikogo. Powróciła do czytania. Sięgnęła po drugą książkę, tym razem Cobena. Tej jeszcze nie czytała. Myron rozwiązuje zagadnkę mordestwa byłej gwiazdy kortów tenisowych. Wydawało się ciekawe. Jednak znów poczuła na sobie to spojrzenie. Tym razem nie rozglądała się na około. Wzięła obie książki, swoje zakupy spożywcze i ruszyła do kasy. Szybko zapłaciła za wybrane pozycje, schowała je do torby i wyszła. Wystukiwała kod domofonu, gdy ktoś chwycił ją za ramię. Krzyknęła przerażona i zamachnęła ręką z kluczami w stronę twarzy domniemanego prześladowcy.
- Nie- krzyknął.- Nie bij mnie!
- Zostaw mnie w spokoju- wrzasnęła.- Jesteś psycholem, śledzisz mnie? Czułam Twój wzrok w księgarni, odejdź, bo zaalarmuję całe osiedle.
- Przepraszam, ale..
- Nie, żadne ale. Liczę do trzech i zaczynam wrzeszczeć.
- Proszę nie krzycz!
- Jeden, dwa..
- Zapomniałaś torby z zakupami- krzyknął przerażony chłopak.
- Co?
- Pstro! Pracuje w tej ksiegarni. Zapomniałaś zabrać torbę po odejściu od kasy.
- Oj- speszona Marysia spojrzała na dłoń blondyna. Trzymał w niej jej torbę z jedzeniem.- No to oficjalnie jestem histeryczką. Bardzo panu dziękuję. I przepraszam za tą scenę... Wystraszyłam się...
- Rozumiem. Przyjmuję przeprosiny. Proszę, to Twoja torba- podał jej reklamówkę. - Do widzenia.
- Pa- burknęła. Czuła się jak skończona idiotka. Wzięła głęboki oddech, odważyła się spojrzeć dookoła. Na szczęście nikt znajomy nie kręcił się w pobliżu. Wystukała ponownie kod do domofonu i weszła na klatkę.

22:54, ginny84
Link Dodaj komentarz »

Czas płynie. Praca magisterska Kaśki leżała już w dziekanacie. Gotowa do poprawek. Agata przełożyła termin obrony. Marysia z Anką czuły na szyi cuchnący oddech sesji. Ale zanim to wszystko miało nastąpić, trzeba było spakować manatki i ruszyć na majowy weekend świętować. Anka i Kaśka obchodizły urodziny w przeciągu tygodnia. Więc postanowili zacisnąć pasa i pojechać razem nad zalew. Wynająć domek na długi weekend, a wśród dni lenistwa wygospodarować jeden wieczór na imprezę.
- Anka, Twoja lista- krzyknęła z kuchni Kaśka.
- Że co proszę?
- Lista gości!! Na imprezę. Błagam Cię, czy mogłabyś podejść do tego poważnie? Ja wiem, że jesteś zakochana i zapracowana. Ale czy zawsze ja muszę wszystko organizować, o wszystkim pamietać.- Anka bała się przerwać monolog. Stanęła więc i pozwoliła przyjaciółcę się wygadać. Kiedy było po wszystkim spytała:
- A tak na prawdę to o co chodzi?
- Oj, wkurzam się tą obroną...
- A konkretnie?
- Wiesz, praca od tygodnia leży w dziekanacie. Nie dotarła jeszcze nawet do moje promki, bo wyobraź sobie, od tygonia nie było jej na uczelni. Jej komórka nie odpowiada. Mail też. Stresuję się.
- Kasia- Ania objęła ją.- Nie panikuj. Jest koniec kwietnia. Pewnie ruszyła już na weekend majowy. Sama mówiłaś, że lubi wyprawy i adrenalinę. Może pływa na kajaku wśród krokodyli. Albo zdobywa znów jakiś szczyt. Poza tym ma czas do końca maja.
- Tak, ale wiesz jak jest u mnie w pracy..
- No jak jest?
- Póki nie będe miała dyplomu, nikt nie będzie nawet się zastanawiał nad zaproponowaniem mi pracy.
- Rozumiem...
- Więc jak będzie z tą listą?
- Jest już gotowa. Oprócz naszej bandy mam tylko 10 nazwisk. Część pewnie pokrywa się z Twoją.
- To co, robimy zaproszenia?
- Robimy. I ślemy od razu maiowo.
- No to już, kawy w dłoń i do klawiatury.

22:04, ginny84
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 listopada 2010

Wiosną wszystko wydaje się łatwiejsze. Wierutne kłamstwo. Czysta chemia z domieszką promieni słonecznych.
Agata wracała z uczelni przez park. Specjalnie wysiadła wcześniej, żeby chwilę pospacerować i pomyśleć. Ostatnie dni były ciężkie. Jak mogła tak dać się nabrać. Do licha, przecież ma 25 lat. Jak to się stało, że uwierzyła smarkaczowi, młodszemu o 4 lata, że chce ją na modelkę do zdjęć na wystawę! Był słodki, miły. Szarmancki nawet by powiedziała. Przepuszczał ją w drzwiach, podawał płaszcz, płacił za kino i restauracje. O Boże- pomyślała. Mam nadzieję, że to nie były pieniądze wymuszone od innych dziewczyn. Choć Maćkowi i Marcinowi powiedział, że to był pierwszy raz. Nie uwierzyli mu. Zabrali dysk. Skasowali wszelkie dane. Łącznie z oprogramowaniem. Oszust coś próbował oponować, ale koledzy Marcina, właściwie jego podopieczni uciszyli go jednym spojrzeniem.
Właściwie dziewczyny nigdy nie wiedziały, jak to się działo, że bliźniacy zawsze potrafili wszystko załatwić. Nigdy nie złamali prawa. Ale działali czasem niemal na pograniczu. Maciej kochał Ankę już tyle czasu. Zawsze za nią stawał murem. Nawet, kiedy wpadła w ciąg po parapetówce. Co wieczór spijała przynajmniej dwa piwa. A on tylko pilnował, by nastawiła budzik i nie szła spać w makijażu. To drugie, to akurat był agaciny pomysł. Nic tak źle nie działa na cerę, jak alkohol, zarwana noc i niezmyty makijaż. Trwał przy niej przez dwa miesiące. Aż tak po prostu przestała. Któregoś dnia zadzwoniła do niego i powiedziała, że rzyga już piwem. Nie przyszedł. Potem się pojawiał przy wspólnych okazjach, ale Anka zachowywała się, jakby nigdy nic. Jak mogła być tak ślepa??? Coś ją ruszyło, gdy Maćko zaczął się umawiać z inną. Ale oczywiście udawła obojętną. Ale w środku ją trzęsło na pewno. Przestała z nami chodzić do chłopaków. Nie poszła nawet, kiedy nie miałyśmy ciepłej wody. Ale koniec końców, zeszli się. I są obrzydliwi. Cali ckliwi i szczęśliwi. No, może nie tak do końca. Kłócą się, jak zawsze. Tylko godzą pewnie w inny sposób. Ana to szczęściara hehe. Przynajmniej ma zapewniony systematyczny dopływ seksualnych uniesień. A ja? Co? Znów mam się logować na kolejnym portalu randkowym? O nie! Mowy nie ma! Koniec z tym. Trzeba znaleźć inny sposób.
I z tą kołomyją w głowie doszła do mieszkania. Specjalnie zadzwoniła domofonem, zanim wpisała kod. Robi to, od kiedy wpadła na półnagich zakochańców. Weszła po schodach. Otworzyła drzwi, ale w mieszkaniu nikogo nie było. - Nie lubię, jak tu jest pusto- pomyślała.- Ale skoro już jest, to czadu. I podkręciła głośność wierzy niemal na najwyższy poziom. Niepamięci niech się święci cuuuuuud- rozległo się z ostatniego piętra. A że balkon też był otwarty, pod trzepakiem rozległy się brawa sączących piwka panów.

23:49, ginny84
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 listopada 2010

Świt czasem przychodzi zbyt wcześnie. W pokoju wciąż unosi się zapach namiętności, od ścian odbijają się echem spełnione westchnienia, słychać przyspieszone bicia serc. Mimo, że kochankowie leżą już spokojnie, pogrążeni w głębokim śnie.
Kiedy kilka godzin później Anka otworzyła oczy, potrzebowała chwili na rozeznanie w sytuacji. Ok, pomyślała, jestem w mieszkaniu emememsów. A ten nagi gostek, któego ramiona mnie otulają, to mój facet. To mój Maciek. Mój. Boże, jak to dziwnie brzmi. Nie sądziła, że będą kiedyś parą. Maciej nigdy nie był jej faworytem. To Marcin, typ łobuza, niepokornego ale z dobrym sercem. Spodobał jej się od pierwszych zajęć na uczelni. Ale gdy poznali się bliżej, wiedziała że nie ma między nimi chemii. Jednak z przyjemnością spędzali razem czas między zajęciami, tak też poznała jego bliźniaka. Od razu złapali kontakt.
Potem na wyjeździe integracyjnym spotkała Asię. Zgadały się na temat zespołu The Cranberries. Obie lubiły ten zespół, a na drogę zapakowały discmany z ich płytami. Tak się złozyło, że mogły się nimi wymieniać, bo nie zabrały takich samych. Potem zaprosiła ją na urodzinową imprezę. Zapowiedziała, że przyjdzie ze swoją drugą połową. Myślała, że chodzi o chłopaka. I tak poznała drugie bliźniacze rodzeństwo. Z Asią przyszedł Paweł. Który znał z uczelni Macieja. I było spotkanie na szczycie. Na urodzinach były również Kasia i Marysia, z którymi mieszkała w jednym segmencie akademika. A, była też Magda, która olała je dla faceta i nie zamieszkała w mieszkaniu. I tak zaczęła się ich banda. Bliźniacy wyszli ostatni, pomagali sprzątać. Ciągnęło ją do Maćka. Ale nie potrafiła wytłumaczyć, na czym to przyciąganie polega. Pochlebiały jej komplementy, których jej nie szczędził. Lubiła, gdy przepuszczał ją w drzwiach, czy podawał kurtkę, podsuwał krzesło. Jednak nigdy nie wyszli nigdzie sami. Dziewczyny czasem jej dokuczały na temat Maćka. Ale nigdy nie brała tego do siebie. Była zajęta. Dosłownie i w przenośni. Najpierw umawiała się z muzykiem rockowym, którego zostawiła po tym, jak okazało się, że rockowy styl życia wyklucza monogamię. Potem był zastój, ciężki czas na studiach i szukanie pracy. I tak napatoczył się Marek. Mimowolnie wzdrygnęła się na samą myśl o nim. Byli bardzo szczęśliwi na początku. Kiedy pierwszy raz ją szarpnął, była w szoku. Początkowo chciała z nim od razu zerwać. Zawsze gardziłą kobietami, które dają się tak traktować. Ale on przyszedł z przeprosinami, kwiatami i biletami do kina. Potem nic takiego więcej się nie zdażyło. Aż do walentynek. Nie spali wcześniej ze sobą. Anka nie ufała mu. Nie rozumiała tego do końca, bo przecież nie była już dziewicą. Rozmawiała o tym z Marcinem. Powiedział, żeby poczekała, aż będzie pewna. Więc czekała. Ale nic się nie zmieniało. Ale wtedy, w ten piątek, on bardzo się napalił. Byli sami, Marysia pojechała na osiemnastkę siostry do domu. Pokłócili się bardzo o to, że nie będzie seksu. On wyszedł. Ona została z niedojedzoną kolacją i łzami. Wrócił po jakimś czasie. Pijany. Nie pytał o nic. Cisnął nią na łóżko. I wziął, co podobno mu się należało. "Wiedziałem, że ulegniesz. I nie narzekaj, wiem że było Ci dobrze". Tylko tyle jej powiedział. Obiecała sobie, że zerwie z nim następnego dnia. Ale nic takiego nie nastąpiło. Nie miała szansy. Marek nigdy więcej się nie pojawił. Zmienił numer telefonu, nie odpisywal na maile. Z pracy zwolnił się miesiąc wcześniej, więc i tam już go nie widziała. Zwolniła się jednak. Nie zniosła lawiny pytań o takiego idealnego chłopaka. Czuła wstręt do miejsca, w którym go poznała. Ciągle się bała, że ktoś się dowie. Dziewczynom powiedziała, że zerwali, bo on zaczął pracę w innym mieście. Zabroniła komukolwiek o niego pytać. Jakiś czas później, pijana z żalu wyznała wszystko Marysi. Współlokatorka chciała, by poszła na policję. Ale Anka nie chciała przeżywać tego ponownie. Chciała zapomnieć. Poszła do profesor od psychologii. Poprosiła o wsparcie. Z jej pomocą udało się Ance zamknąć ten rodział. Ale kiedy zobaczyła go na parapetówce.. To było dużo. Dużo za dużo. Żałowała, że nie zabiła go rzucają nim na schody. Teraz nie czuła już nienawiści. Wiedziała, że nic jej to nie da. Sąd też nic nie zrobi. Nie miała obdukcji. Wszystko stało się prawie dwa lata temu. Wkrótce po imprezie dowiedziała się, że może być chora. Skupiła się na utrzymaniu tego w tajemnicy. A potem zmuszeniu Kaśki do spisku. Brała leki, marzyła o dniu kontrolnych badań. Marzyła o tym, że lekarka powie jej, że jest zdrowa. Że guz się wchłonął, tak jak prognozowała.
- Nie spisz już- głos Maćka wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie...- pocałowała go w czoło.- Maciek....- zaczęła.
- Tak...
- Muszę Ci coś powiedzieć...Chodzi o Marka, tego z parapetówki.
I popłynęły długo skrywane słowa. Potem długo tłumione łzy. Na twarzy chłopaka rosło zdumienie. Potem pojawiła się złość i nienawiść. Kiedy dziewczyna umilkła, wziął ją w objęcia. I tulił, dopóki się nie uspokoiła.
- Tak mi przykro, że nie byłem wtedy przy Tobie.
- Nic byś nie zmienił.
- Nie lubiłem go nigdy. Nie ufałem mu, jeszcze zanim zaczęliście na poważnie być parą.
- Nie powstrzymałbyś go. Z resztą. Twój brat nie wie, Asia też. Nikt, poza Marysią. Tobie też bym nie powiedziała.
- Ale teraz już wiem. Gość musi za to zapłacić.
- Nie!- krzyknęła Ania.
- Nie? Nie rozumiem?
- Maciej, nie każ mi przechodzić przez to piekło! Błagam Cię... Powiedziałam Ci to, bo nie chciałam sekretów między nami. Ale nie chcę żadnego sądu.
- Nie tylko sąd umie wymierzać sprawiedliwość.
- Maciej!- krzyknęła.- Nie mieszaj w to nikogo. A już tym bardziej kumpli Marcina! Zapomnij, że Ci to powiedziałam.
- Zapomnieć?? Że ten sukinsyn Cię zgwałcił?
-Żałuję, że Ci powiedziałam- powiedziała. Maciek wziął głęboki oddech.
- Przepraszam. To Twój dramat. A ja zamiast na Tobie, skupiam się na nim- przytulił Ankę.- Chodź, zrobimy śniadanie. A co do niego, to za jakiś czas wrócimy do tego. Może zmienisz zdanie.
- Nie zmienię. I poproszę kawę z mlekiem.
- Już się robi. Ale wiesz, musisz się najpierw ubrać. Bo prędzej puszczę dom z dymem, niż ugotuję wodę na kawę- zaśmiał się.- No może być moja koszulka. Nie wiedziałem swoją drogą, że jest taka długa.
Dziewczyna obdarzyła go ciepłym spojrzeniem. I pokazała język.Roześmiali się oboje. Ale gdy Anka poszła pod prysznic, zadzwonił do brata.
- Wiem o co chodziło z tym gościem z parapetówy. Pogadamy, jak wrócisz. Nie oddzwaniaj. Pa- nagrał mu się na sekretarce.- Kocham Cię, ale to nie może tak zostać. Nie chcesz sądu, ok. Ale on za to musi zapłacić- pomyślał. Po czym zalał kawę i wziął się za jajecznicę i tosty.

22:36, ginny84
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 października 2010

Marcin, jak obiecał poprzedniego wieczora, spakowła torbę i oznajmił, że nie wraca na noc. I na weekend.
- Jadę na obóz. To ostatni test przed egzaminem na trenera survivalu. Trzymaj kciuki.
- Będę. I smacznych dżdżownic życzę
- Ty zapewne będziesz co innego zajadał- złośliwie uśmiechnął się i klepnął brata. - Enjoy. Należy Ci się. Długo czekałeś.
- No...
- Tylko nie przeginaj z romantyzmem. Anka chyba za nim nie przepada.
- Zdecydowanie- zaśmiał się Maciek.
Bracia pożegnali się godzinę temu. Maciej był już gotowy na przyjście Anki. Nie potrafił przestać myśleć o tym, że dziś skonsumują swój związek. Nie wiedział, jak się do tego zabrać. Nie chciał jej skrzywdzić. Nie wiedział dokładnie, co stało się z tym idiotą z parapetówki. Nie chciał zrobić czegoś niewłaściwego. Na prawdę miał ochotę na seks z Anką. Spóźnia się- pomyślał. Typowe dla niej. Uśmiechnął się do siebie. Sprawdził jeszcze raz, czy Marcin nie zostawił w kanapie ani pod nią żadnych skarpetek czy bokserek. Nagle dostał sms-a. Anka pisała: "To był zajebiście ciężki dzień. Mam nadzieję, że sprawisz, że o nim zapomnę. Spóźnię się godzinę. Ale wynagrodzę Ci to." Uśmiechnął się do siebie i odpisał dopytując gdzie jest i jak ma zamiar go przeprosić. Napisała, że uciekł jej tramwaj. Następny ma za pół godziny. Przez remont spod jej pracy jeździła w ich stronę tylko jedna linia. Oraz parę pomysłów z językiem w roli głównej. Maciek zaczynał czuć niepokój i podniecenie. A jednocześnie desperację. Chciał jej. Pragnął być z nią. Kochał ją od tak dawna. Czekał na jej sygnał przez 3 lata. A ona zawsze kiedy wyznawała mu uczucia, dodawała te obrzydliwe słowo "przyjaciel". Postanowił kontynuować wymianę smsowych pomysłów na wieczór. I dłużej to trwało, tym gorętsze i bardziej pomysłowe były ich treści. Wiedział, że Anka miała wcześniej partnerów. Nie wiedział jednak, jak wielu. I czy zaliczyli coś więcej, poza drugą bazą. Co, jeśli byli lepsi od niego. Anka przysłała kolejną wiadomość- moje piersi nie mogą doczekać się Twoich ust. Nakręcał się co raz bardziej.
Siedem minut temu wsiadła do tramwaju. Przewietrzył po raz kolejny mieszkanie. Otworzył wino. Kolacja czekała w piekarniku. Doprawiał sałatkę, kiedy rozbrzmiał dzwonek.
- Jesteś- wyszeptał. Wyciągnął rękę. Anka chwyciła ją i weszła do mieszkania. Torebkę i kurtkę rzuciła na szafkę na buty. Okulary zdjęła wcześniej, w windzie. Buty też już leżały w bliżej nieokreślonej części przedpokoju. Kochankowie przylgnęli do siebie.
- Spóźniłaś się ponad godzinę- wyszeptał Maciej, kiedy Anka całowała jego szyję.
- Wiem, czas bym Ci to wynagrodziła.
- Ugotowałem kolację- powiedział biorąc ją za rękę i prowadząc do salonu.
- Nie jestem głodna- odpowiedziała.- Kochaj się ze mną-wyszeptała, patrząc mu prosto w oczy. Odwróciła się do niego tyłem, by mógł całować ją w szyję. Jednocześnie dłońmi dotykał jej piersi. Odwrócił ją w swoją stronę. Nie miała już na sobie bluzki. A jego koszulka właśnie lądowała na podłodze. Zapomnieli o kolacji, o winie. O całym świecie. Liczyli się tylko oni, ich przyspieszone oddechy, błądzące dłonie i westchnienia. Nigdy pewnie nie podejrzewali, że dywan w salonie chłopaków jest taki wygodny ;-)

23:50, ginny84
Link Dodaj komentarz »

- No, koleś ma oko do takich rzeczy- powiedział Marcin na widok zdjęć.
- Marcin!- skarciła go Marysia.- Nie oglądaj, powiedz tylko, jak to załatwić.
- Bardzo prosto. Zadzwoń do niego i umów się na przekazanie kasy.
- Co?- wykrzyknęła Kaśka. - Ma mu zapłacić?
- A kto tak powiedział? Ma się z nim umówić. I dać mi jego adres. No już, dzwoń. Umów się z nim w parku. A potem będziesz mogła sobie zaparzyć meliski.
- Nic nie rozumiem- odparła Marysia.
- Piękna jesteś, rozumieć nie musisz- przyciął jej Marcin.- Muszę zadzwonić.
Tymczasem na balkonie przy mniejszym pokoju Maciek czekał, aż Anka spali papierosa. Chłonął zapach jej włosów.
- Pofarbowałaś włosy?
- A co, nadal śmierdzą amoniakiem?
- No trochę- zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie. Pocałował w kark. Anka wyrzuciła niedopałek przez barierkę i odwróciła się do niego.
- Masz przesrane jedym słowem. Śmierdzę fajkami i amoniakiem. Dobrze, że z nas dwojga to Ty jesteś bardziej pachnący. Choć to oznacza, że musimy przedyskutować nasze pozycje w związku.
- Nie chcę dyskutować o pozycjach. Chcę je testować- powiedział, po czym przylgnął do niej i pocałował. Nagle rozległo się pukanie.
-Loverboy, chodź. Potrzebuję Twojej pomocy. Dokończycie później. Jutro nie wracam na noc do mieszkania.
- Spadaj na drzewo- odpyskowała mu Anka.- Ale i tak Cię kocham, bo widzę w Twoich oczach kurwik planu. Bawcie się dobrze i zadzwońcie, jak będzie trzeba Was wyciągnąć z paki.
Wszystko rozegrało się szybko. W parku nie pojawiła się Agata. Pojawili się bliźniacy. Użyli swoich bardzo przekonujących argumentów, by nakłonić chłopaka do niepublikowania zdjęć nagiej Agi. W tym samym czasie znajomi Marcina czekali, by odprowadzić młodego do domu. Oddał im tam wszystkie zdjęci i kopie. A dla pewności zabrali mu też twardy dysk.
- A ze mnie się śmiałeś. Straciłeś łeb dla tej rudej.
- Dla każdej z nich po trochu. Ale żadna z nich nie zgodzi się na pięciokąt. Poza tym, z Tobą to byłby już sześciokąt i kazirodztwo.
- Idiota. Dzwoń do niej i oznajmij wieści.
- Powiedzieć o metodach?
- Lepiej nie.
- Masz rację.

23:25, ginny84
Link Dodaj komentarz »

Agata po godzinie zwolniła łazienkę.
-Wooow- zawołała Kaśka.
- Szkoda, że nie umiem gwizdać- dodała Marysia.
- Ja umiem- zademonstrowała swoje umiejętności Anka.- A gdzie to się koleżanka wybiera? Bita godzina w wannie, to jak prywatne spa.
- Fujj- odezwała się Kaśka, która zajęła zwolnione pomieszczenie.- I śmierdzi tak samo.
- Chyba mogę powiedzieć, że mam randkę.
- Ooo, a to niespodzianka. Nic nam nie mówiłaś.
- Anka, a co Wam miałam mówić. Poza tym, bałam się waszej reakcji.
- Ocho, wyczuwam brudny sekrecik- zaśmiała się Kaśka.
- Jest dużo starszy- obstawiła Marysia.
- Bardzo brzydki i gruby- docięła jej Anka.
- Albo bardzo bogaty.
- Nie, żadna z Was nie trafiła. Jest po prostu troszeczkę ode mnie młodszy.
- Ale nie jest przestępstwem?
- Nie jest- odpowiedziała Agata, siadając do swojego komputera by sprawdzić pocztę. Otworzyła załącznik i krzyknęła. Pozostałe natychmiast zleciały do jej biurka.
- Co się stało?
- Nie jest przestępstwem. Ale ma aspiracje na bycie przestępcą.- Kaśka sięgnęła po komputer.- To Ty. Kiedy on zrobił Ci te zdjęcia?
- Chce zdawać na fotografię na ASP. Poprosił, żebym pozowała.
- Cóż, teraz zmienił plany. Zapłacisz sporo, albo będziesz w necie i na plakatach- przeczytała Marysia. Agata ukryła twarz w dłoniach.
- Nie rycz Mała- powiedziała Anka.- Dzwonię po Marcina.
- Nie!- krzyknęła niedoszła modelka.- Po co? Co on pomoże.
- Nie wiem, czy w ogóle pomoże. Ale dowiemy się, jak przyjdzie. On ma zajęcia z takimi różnymi, co to się nawrócili, ale chętnie zarobią pare groszy na czyszczeniu terenu.
- Ok, dzwoń po niego- zgodziła się Agata.
- Marciku, skarbie - usłyszały z przedpokoju.- Cześć. Co? Nie wiem. Ok, możesz się zamknąć na chwilę. Albo lepiej, wziąć dupkę w troki i się do nas machnąć? Jest niezły dym. Co? Tak, brata możesz wziąć. Spadaj. No, pa!Będą za kwadrans.

23:11, ginny84
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7